Każdy
dobrze wie, że wrzesień to pierwszy jesienny miesiąc. Jesień
zaczyna się pod koniec września i trwa do grudnia. To czas
spadających liści szeleszczących pod butami, coraz chłodniejszych
dni, oraz deszczu. Albert najbardziej lubił jesienią chodzić na
spacery w głąb lasu. Las jesienią zdecydowanie różnił
się od lasu latem. Przede wszystkim liście zmieniały swe barwy z
soczystej zieleni na ciepłą czerwień, żółć, pomarańcz, a w
końcu na brąz. We wrześniu nie było to jeszcze tak widoczne.
Bardziej rzucały się w oczy przepięknie pachnące wrzosy,
spadające kasztany oraz żołędzie. Poza tym można było zbierać
grzyby i jagody. To świetna zabawa, za którą Albert przepadał.
Nie ma nic lepszego, niż spacer, zbieranie leśnych darów, a
później gotowanie z nich pysznego jedzenia!
Pewnego
dnia wybrał się na grzyby. Spacerował po ściółce, poszukując
brązowych kapeluszy. Nagle ujrzał coś, co bardzo go zadziwiło.
Jeden z grzybów był czerwony w białe kropki. Nie przypominał
tych, które Albert dobrze znał. Stwierdził jednak, że zabierze go
ze sobą i bliżej przyjrzy się w domu. Kiedy się schylał, by
sięgnąć po znalezisko, usłyszał znajomy głos.
-
Albercie, nie ruszaj go! To muchomor! - zaćwierkał Wróbelek
Antoś, przysiadłszy na buku.
-
Muchomor? A co to znaczy? - zdziwił się Kot Albert.
-
Ten grzyb, chociaż ładny, jest bardzo trujący – wyjaśnił
Wróbelek.
-
Ojej, a już chciałem go zerwać. Dobrze, że mnie ostrzegłeś –
podziękował nasz bohater – Faktycznie, bardzo wyróżniający
się grzyb.
-
Może lepiej będzie, jeśli zaczniesz zbierać kasztany i żołędzie?
- zaproponował Antoś.
-
No, tak, ale co mogę zrobić z kasztanami i żołędziami? -
zapytał Albert – Grzyby przynajmniej można zjeść...
-
Oczywiście, można zjeść, ale tylko te, które nie są trujące –
uśmiechnął się przyjaciel – A kasztany i żołędzie to
świetny materiał na jesienne kukiełki.
-
Jesienne kukiełki? Nie wiem, jak się je robi.
-
To proste! Pokażę ci, ale najpierw musisz zebrać dużo kasztanów
i żołędzi. Bardzo chętnie ci pomogę.
Wróbelek
Antoś dołączył więc do Kota Alberta i razem przemierzali las w
poszukiwaniu jesiennych skarbów.
-
Popatrz, co znalazłem! - zawołał nasz bohater do swego
przyjaciela.
W
łapce trzymał kilka żołędzi z dziwnymi czapeczkami na końcach.
-
Brawo, Albercie – zawołał Wróbelek – Możemy z nich zrobić
główki naszych figurek, będą miały kapelusze.
-
To świetny pomysł – przytaknął Kot Albert – Czy mogę
zbierać też listki i zrobić z nich stroje?
-
Oczywiście. Twoje figurki mogą wyglądać, jak tylko będziesz
chciał.
Albertowi bardzo spodobał się taki spacer. Nie dość,
że zażywał ruchu oraz świeżego powietrza, to jeszcze dobrze się
bawił z przyjacielem. „Nie ma nic lepszego, niż spacer po
jesiennym lesie” - pomyślał, oddychając głęboko i podziwiając
piękny pejzaż. Nagle coś małego, lecz dosyć twardego spadło
prosto z nieba na jego głowę.
-
Auu! - zawołał zdezorientowany Albert, pocierając bolącą głowę
– A co to takiego?
Schylił
się, by podnieść coś, co z niewiadomych przyczyn spadło akurat
na niego. Był to mały, okrągły kasztan z brązowym, błyszczącym
brzuszkiem i białą łatką. Kot zadarł głowę do góry.
-
Ach, stąd się wziąłeś, kasztanku! - uśmiechnął się.
Stał
pod wielkim, starym kasztanowcem, a ziemia wokół usiana była tymi
brązowymi kulkami. Niektóre znajdowały się jeszcze w swoich
zielonych, kolczastych łupinkach. Na te trzeba było uważać
najbardziej.
-
Widzę, ze udało ci się znaleźć dużo kasztanów – powiedział
Wróbelek Antoś, który właśnie zjawił się obok Alberta –
Pozbierajmy ich jak najwięcej!
Tak
też zrobili. Wrzucali kasztany, żołędzie oraz listki do koszyka,
który Albert wziął ze sobą z myślą o zbieraniu grzybów. Kiedy
koszyk był pełen leśnych skarbów, zadecydowali, że czas wracać.
W domu Kota Alberta rozłożyli swe znaleziska na
stole.
-
Potrzebujemy jeszcze wykałaczek, by połączyć ze sobą części
figurek – poinstruował Wróbelek Antoś.
Albert
chwilę poszukał w kuchennej szufladzie, by po chwili wrócić z
całym opakowaniem patyczków.
-
Musimy uważać, ponieważ mają ostre końce – powiedział.
Chwilę potem zabrali się do pracy. Było przy tym
wiele zabawy oraz śmiechu, a poza tym Kot Albert okazał się
prawdziwym artystą! Zrobił piękną figurkę leśnego ludzika.
Miał on główkę oraz brzuszek z kasztanów, a rączki i stópki z
żołędzi. Do tego piękny strój z zielonych jeszcze liści.
Natomiast Wróbelek Antoś ułożył leśnego strażnika. Na czubku
jego główki z żołędzia tkwiła żołędziowa czapeczka.
Żołnierzyk ubrany był w zbroję z kasztana, który znajdował się
w zielonej, kolczastej łupince. Obie figurki robiły wrażenie i
wyglądały, jak prawdziwe dzieła sztuki.
-
Świetna zabawa – powiedział Albert, odprowadzając swego kompana
do drzwi – Może jutro też pójdziemy na spacer po lesie, by
poszukać leśnych skarbów?
-
Bardzo dobry pomysł – ucieszył się Antoś.
Pożegnali
się, a potem Kot Albert zjadł kolację i poszedł spać. To był
bardzo wyczerpujący, lecz udany dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz