niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I WRZESIEŃ. SPACER W LESIE.

Każdy dobrze wie, że wrzesień to pierwszy jesienny miesiąc. Jesień zaczyna się pod koniec września i trwa do grudnia. To czas spadających liści szeleszczących pod butami, coraz chłodniejszych dni, oraz deszczu. Albert najbardziej lubił jesienią chodzić na spacery w głąb lasu. Las jesienią zdecydowanie różnił się od lasu latem. Przede wszystkim liście zmieniały swe barwy z soczystej zieleni na ciepłą czerwień, żółć, pomarańcz, a w końcu na brąz. We wrześniu nie było to jeszcze tak widoczne. Bardziej rzucały się w oczy przepięknie pachnące wrzosy, spadające kasztany oraz żołędzie. Poza tym można było zbierać grzyby i jagody. To świetna zabawa, za którą Albert przepadał. Nie ma nic lepszego, niż spacer, zbieranie leśnych darów, a później gotowanie z nich pysznego jedzenia!
Pewnego dnia wybrał się na grzyby. Spacerował po ściółce, poszukując brązowych kapeluszy. Nagle ujrzał coś, co bardzo go zadziwiło. Jeden z grzybów był czerwony w białe kropki. Nie przypominał tych, które Albert dobrze znał. Stwierdził jednak, że zabierze go ze sobą i bliżej przyjrzy się w domu. Kiedy się schylał, by sięgnąć po znalezisko, usłyszał znajomy głos.
    - Albercie, nie ruszaj go! To muchomor! - zaćwierkał Wróbelek Antoś, przysiadłszy na buku.
    - Muchomor? A co to znaczy? - zdziwił się Kot Albert.
    - Ten grzyb, chociaż ładny, jest bardzo trujący – wyjaśnił Wróbelek.
    - Ojej, a już chciałem go zerwać. Dobrze, że mnie ostrzegłeś – podziękował nasz bohater – Faktycznie, bardzo wyróżniający się grzyb.
    - Może lepiej będzie, jeśli zaczniesz zbierać kasztany i żołędzie? - zaproponował Antoś.
    - No, tak, ale co mogę zrobić z kasztanami i żołędziami? - zapytał Albert – Grzyby przynajmniej można zjeść...
    - Oczywiście, można zjeść, ale tylko te, które nie są trujące – uśmiechnął się przyjaciel – A kasztany i żołędzie to świetny materiał na jesienne kukiełki.
    - Jesienne kukiełki? Nie wiem, jak się je robi.
    - To proste! Pokażę ci, ale najpierw musisz zebrać dużo kasztanów i żołędzi. Bardzo chętnie ci pomogę.
    Wróbelek Antoś dołączył więc do Kota Alberta i razem przemierzali las w poszukiwaniu jesiennych skarbów.
    - Popatrz, co znalazłem! - zawołał nasz bohater do swego przyjaciela.
    W łapce trzymał kilka żołędzi z dziwnymi czapeczkami na końcach.
    - Brawo, Albercie – zawołał Wróbelek – Możemy z nich zrobić główki naszych figurek, będą miały kapelusze.
    - To świetny pomysł – przytaknął Kot Albert – Czy mogę zbierać też listki i zrobić z nich stroje?
    - Oczywiście. Twoje figurki mogą wyglądać, jak tylko będziesz chciał.
    Albertowi bardzo spodobał się taki spacer. Nie dość, że zażywał ruchu oraz świeżego powietrza, to jeszcze dobrze się bawił z przyjacielem. „Nie ma nic lepszego, niż spacer po jesiennym lesie” - pomyślał, oddychając głęboko i podziwiając piękny pejzaż. Nagle coś małego, lecz dosyć twardego spadło prosto z nieba na jego głowę.
    - Auu! - zawołał zdezorientowany Albert, pocierając bolącą głowę – A co to takiego?
    Schylił się, by podnieść coś, co z niewiadomych przyczyn spadło akurat na niego. Był to mały, okrągły kasztan z brązowym, błyszczącym brzuszkiem i białą łatką. Kot zadarł głowę do góry.
    - Ach, stąd się wziąłeś, kasztanku! - uśmiechnął się.
    Stał pod wielkim, starym kasztanowcem, a ziemia wokół usiana była tymi brązowymi kulkami. Niektóre znajdowały się jeszcze w swoich zielonych, kolczastych łupinkach. Na te trzeba było uważać najbardziej.
    - Widzę, ze udało ci się znaleźć dużo kasztanów – powiedział Wróbelek Antoś, który właśnie zjawił się obok Alberta – Pozbierajmy ich jak najwięcej!
    Tak też zrobili. Wrzucali kasztany, żołędzie oraz listki do koszyka, który Albert wziął ze sobą z myślą o zbieraniu grzybów. Kiedy koszyk był pełen leśnych skarbów, zadecydowali, że czas wracać.
    W domu Kota Alberta rozłożyli swe znaleziska na stole.
    - Potrzebujemy jeszcze wykałaczek, by połączyć ze sobą części figurek – poinstruował Wróbelek Antoś.
    Albert chwilę poszukał w kuchennej szufladzie, by po chwili wrócić z całym opakowaniem patyczków.
    - Musimy uważać, ponieważ mają ostre końce – powiedział.
    Chwilę potem zabrali się do pracy. Było przy tym wiele zabawy oraz śmiechu, a poza tym Kot Albert okazał się prawdziwym artystą! Zrobił piękną figurkę leśnego ludzika. Miał on główkę oraz brzuszek z kasztanów, a rączki i stópki z żołędzi. Do tego piękny strój z zielonych jeszcze liści. Natomiast Wróbelek Antoś ułożył leśnego strażnika. Na czubku jego główki z żołędzia tkwiła żołędziowa czapeczka. Żołnierzyk ubrany był w zbroję z kasztana, który znajdował się w zielonej, kolczastej łupince. Obie figurki robiły wrażenie i wyglądały, jak prawdziwe dzieła sztuki.
    - Świetna zabawa – powiedział Albert, odprowadzając swego kompana do drzwi – Może jutro też pójdziemy na spacer po lesie, by poszukać leśnych skarbów?
    - Bardzo dobry pomysł – ucieszył się Antoś.
    Pożegnali się, a potem Kot Albert zjadł kolację i poszedł spać. To był bardzo wyczerpujący, lecz udany dzień.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz