niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I MARZEC. PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY.

Był piękny marcowy poranek, kiedy Kota Alberta obudziło pukanie do drzwi. Ptaki już na dobre rozpoczęły swoje śpiewy, słońce zakradało się przez okno, a przebiśniegi nieśmiało wychylały swe białe główki przez resztki topniejącego śniegu.
Albert odrzucił na bok swój kocyk w kwiatki, pod którym spał, gdy tylko nadchodziły cieplejsze dni. Podbiegł do drzwi i otworzył swym gościom. Na progu stała Ryjówka Balbina oraz Wróbelek Antoś. Przyjaciółka ściskała w łapce wiklinowy koszyk, do którego zapakowała kolorową bibułę, sznurki, wstążki i patyki. Ptaszek natomiast unosił się nad ziemią, trzymając pazurkami worek wypchany pstrokatymi szmatkami, guzikami oraz kredkami.
    - Witaj, Albercie! Wesołego pierwszego dnia wiosny! - zawołała Balbina.
    - Ojej, to już dziś? - ucieszył się Kot – zupełnie zapomniałem.
    - Tak, dziś jest dwudziesty pierwszy dzień marca. To znaczy, że w kalendarzu zaczęła się właśnie wiosna. - wspomniał Antoś.
    - Jak to „w kalendarzu”? Co to znaczy? - Albert podrapał się po kocim uszku.
    - Dzisiaj jest dzień, o którym mówi się, że rozpoczyna kalendarzową wiosnę. - odparła Ryjówka Balbina.
    - Prawdziwa wiosna, taka, jaką widzisz wokół, czasem pojawia się trochę wcześniej lub później od tej kalendarzowej. - dodał Wróbelek – Kiedy śnieg stopnieje, a dni stają się coraz cieplejsze, mówimy o astronomicznej wiośnie.
    - Ojej, jakie trudne słowo. Astronomiczna wiosna... - Albert powtórzył po swym przyjacielu, by nie zapomnieć nowego słowa – A co to za pakunki? - zapytał, wskazując koszyk oraz worek.
    - To materiały na Marzannę. Możemy wejść?
Nasz bohater skinął głową i zaprosił przyjaciół do środka. Usiedli wokół okrągłego, drewnianego stołu, który dobrze oświetlały promienie porannego słońca. W czasie, gdy Antoś i Balbina wypakowywali potrzebne przedmioty, Albert zagrzał trochę mleka, rozlał je do trzech kubeczków i postawił na stole.
    - Co to jest ta Marzanna?
    - Marzanna to kukiełka, którą pali się lub topi pierwszego dnia kalendarzowej wiosny po to, by odgonić zimę i zaprosić nową porę roku – odparła Balbina – Dziś zrobimy własną Marzannę i wrzucimy ją do rzeki!
    - Wspaniale! Co za świetny pomysł na świętowanie nadejścia wiosny! Od czego zaczniemy?
    - Najpierw zrobimy jej tułów. - zaświergotał Wróbelek – Z tego dużego kijka, worka i kilku ścinków materiału.
    Ryjówka przygotowała wszystkie przedmioty, o których wspomniał jej kolega. Wypchali stary worek po ziarnie na mąkę starymi szmatkami, wetknęli do środka długi kij tak, że spora jego część wystawała z worka. Całość przewiązali sznurkiem, aby worek nie spadł.
    - To będzie głowa i tułów – zawołała Balbina – teraz dodamy drugi kijek, mniejszy. To będą ręce.
    Mieli już całą podstawę kukiełki, lecz ta ciągle nie uśmiechała się. Nie miała też nosa i oczu. Kot Albert doszył więc do worka dwa błyszczące, niebieskie guziki, a Wróbelek Antoś domalował kolorową kredą radosny uśmiech i nosek.
    - Ojej, trzeba zrobić jej włosy! - Balbina chwyciła za bibułę i zaczęła wycinać z niej kolorowe paski - Przykleimy je do głowy.
    Albert znalazł klej i posmarował kilka pasków, lecz gdy chciał wziąć je do łapki, pomylił strony, chwytając za część pomalowaną klejem.
    - Wróbelku, pomóż! Przykleiłem się! - zawołał Kot Albert, próbując odgonić bibułę, która owinęła mu się już na łapkach. Wróbelek zerwał się do lotu i złapał intruza pazurkami.
    - Dziękuję ci, przyjacielu – powiedział nasz bohater z ulgą.
    - Muszę teraz wyciąć nowe paski – stwierdziła zasmucona Ryjówka – te nie nadają się do niczego.
Balbinka zrobiła kukiełce nowe włosy. Cała trójka przyklejała je tym razem bardzo ostrożnie, aby znów się nie zniszczyły. Następnie Wróbelek Antoś chwycił igłę z nitką i zszył kilka kolorowych gałganków, z których powstała sukienka.
    - Nasza Marzanna gotowa! – zawołał podekscytowany Albert – Co teraz zrobimy?
    - Idziemy nad rzekę – zadecydowała Ryjówka – tam wrzucimy ją do wody, a wtedy przyjdzie prawdziwa wiosna.
    Zaraz potem wyruszyli przez las. Kot Albert niósł kukiełkę, gdyż była ona nieco za ciężka dla jego przyjaciół. Balbinka trzymała kosz piknikowy, do którego zapakowała drugie śniadanie. Wróbelek Antoś leciał nisko nad nami, ćwierkając radośnie. Gdy byli już na miejscu, stanęli nad brzegiem rzeki.
    - Droga zimo – zaczęła Ryjówka – dziękujemy ci za śnieg, lepienie bałwana i sanki, lecz teraz powinnaś zrobić miejsce swojej siostrze, wiośnie. Jako prezent od nas przyjmij tę Marzannę, którą zrobiliśmy razem z Wróbelkiem Antosiem i Kotem Albertem. Do widzenia, zimo!
    Razem wrzucili do rzeki kolorową kukiełkę, patrząc, jak odpływa z prądem, a potem tonie. Balbinka wyciągnęła z koszyka piknikowego pączki z chałwą oraz mleko i rozdała swoim przyjaciołom. Tak świętowali odejście mroźnej pory roku oraz początek czasu zielonych pączków na drzewach i słonecznych, cieplejszych dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz