niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I GRUDZIEŃ. ZABAWY NA ŚNIEGU.

Pewnego grudniowego dnia Kot Albert obudził się wcześniej, niż zwykle. Na zewnątrz panował jeszcze mrok, lecz nie to zwróciło uwagę naszego bohatera. Wyjrzał on przez okno, a to, co zobaczył, bardzo go ucieszyło. Z nieba prószył biały śnieg, który przez noc zdążył już pokryć znaczną część lasu. Albert nie mógł doczekać się tego widoku, gdyż bardzo lubił śnieg, lecz w tym roku spadł on bardzo późno. Tym większa była jego radość.
Nie chciał już spać. Marzył tylko o wyjściu na zewnątrz, by móc ulepić bałwana lub zjeżdżać na sankach. Tak bardzo nie mógł się doczekać, że prawie zapomniał zjeść śniadanie. Wiedział jednak, jak bardzo śniadanie jest ważne. Zjadł ciepłą owsiankę, która dodała mu energii i rozgrzała, więc nie straszne mu były zimowe mrozy. Następnie ubrał się bardzo starannie, by mieć pewność, że nie przemarznie. Włożył więc gruby sweterek, cienką kurtkę zamienił na puchowy płaszcz, szyję opatulił szalikiem, a głowę przystroił ciepłą wełnianą czapką z pomponem. Kalosze schował do szafy, a zamiast nich na jego łapkach pojawiły się zimowe buty, odpowiednie do chodzenia po śniegu.
Tak opatulony mógł wyjść z domu, nie narażając się na przeziębienie. Za domem znalazł dawno nieużywane sanki. Z tym ekwipunkiem mógł ruszyć przed siebie. A czym byłyby zimowe zabawy na śniegu bez przyjaciół? Kot Albert zdecydował, że koniecznie musi odwiedzić Ryjówkę Balbinkę oraz Wróbelka Antosia, by oni również mogli cieszyć się białym puchem.
Najpierw zaszedł po swą przyjaciółkę, gdyż jej chatka znajdowała się w połowie drogi do mieszkanka Antosia. Albert zapukał w małe okienko sypialni, by wybudzić Balbinę ze snu. Ta po chwili obudziła się, uśmiechnęła do przyjaciela na powitanie i pobiegła otworzyć mu drzwi.
    - Balbinko, jest taka piękna pogoda, nie marnujmy jej, siedząc w domu. Choć, pobawmy się w śniegu! Mam nawet sanki – Albert zachęcająco pociągnął za sznurek swego pojazdu, lecz Ryjówki Balbiny nie trzeba było nawet zachęcać.
    - Wspaniały pomysł! Musimy przywitać pierwszy śnieg w tym roku.
    Ryjówka szybko założyła swój sweterek oraz kurtkę. W skrytce pod łóżkiem znalazła nauszniki i szalik. Potrzebowała jeszcze swoich kolorowych skarpetek w paski; bez ciepłych butów też się nie obejdzie. Pospiesznie zjadła śniadanie. Już była gotowa do wyjścia.
    Przyjaciele razem poszli do Wróbelka Antosia, lecz ten nie spał już od dawna. Padający do gniazda śnieg obudził go na dobre już dawno. Wróbelek również chętnie przystał na propozycję Alberta.
    - Bardzo chętnie pobawię się z wami – odpowiedział ochoczo – Chciałbym ulepić bałwana.
    - Dobra myśl, ulepmy jak największego! - przyklasnęła Balbinka.
    - Mogę wzlecieć nad ziemię, by zdobyć kilka suchych gałązek, to będą ręce.
    - A ja mam zapas marchewek, z jednej możemy zrobić nos – zawtórowała Ryjówka.
    - A co ja mam zrobić? - zasmucił się Albert – Mam tylko sanki...
    - Świetnie się składa! - powiedziała Balbinka – Możesz przewieść na nich potrzebne materiały.
    Kot Albert bardzo się ucieszył. Też chciał być potrzebny! Wszyscy razem ruszyli do chatki Ryjówki, by wziąć kilka marchewek – jedną do zrobienia nosa bałwankowi, a resztę dla głodnych sarenek, które śnieg na pewno zaskoczył. Wróbelek Antoś latał nad swymi przyjaciółmi i co chwilę dostarczał kilka gałązek. Ze swego gniazdka dostarczył też kilka kamyków.
    - Możemy zrobić z nich oczy, usta oraz guziki – powiedział.
    W domu Ryjówki Balbiny znalazł się też stary cylinder oraz szalik. Wszystkie zdobyte skarby zapakowali na sanki, które z radością prowadził Albert. Stwierdzili, że swego bałwana ulepią nad rzeką, by zobaczyć, jak pięknie zamarzła woda.
    - Jesteśmy na miejscu – powiedziała Balbina – Teraz możemy ulepić naszego bałwana.
    Zaczęli od uformowania trzech dużych kul: ogromnej, mniejszej i najmniejszej. Ogromna kula miała być podstawą bałwanka, ze średniej powstał brzuch, a z najmniejszej głowa. Później bałwanek zyskał guziki z czarnych kamyczków, oczy, usta, a w miejscu przeznaczonym na nos Wróbelek Antoś umieścił marchewkę.
    - Pozostały jeszcze gałązki – stwierdził Albert, wtykając dwa patyki, które miały zastąpić bałwankowi ręce – Możemy zrobić z nich włosy!
    - Znakomity pomysł – stwierdziła Balbinka.
    Tak wykorzystali resztę gałązek. Na koniec wystarczyło udekorować figurkę szalikiem oraz cylindrem.
    - No, proszę – rzekł Albert – Pierwszy bałwan tej zimy gotowy!
    Resztę tego pięknego zimowego poranka przyjaciele spędzili razem w lesie zjeżdżając na sankach i organizując w bitwę na śnieżki. To był bardzo udany dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz