niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I LISTOPAD. DESZCZOWE PRZYGODY.

Dla wielu ludzi listopad był miesiącem ponurym ze względu na pogodę i zmieniający się pejzaż natury. Liście w niczym nie przypominały tych wrześniowych czy październikowych. Były szare lub brązowe oraz suche. Spadały na zszarzałą leśną ściółkę przy każdym podmuchu wiatru, który czasem był naprawdę porywisty. Od tych spadających liści podobno wzięła się nazwa miesiąca – listopad. Deszcz padał niemal nieustannie. Raz był to drobny, smętny kapuśniak, innym razem zacinające krople towarzyszące wichurze. Poza tym robiło się coraz zimniej. Albert nie wyobrażał sobie teraz wyjścia z domu bez grubego swetra oraz nieprzemakalnej kurtki i kaloszy. Bardzo dbał o swoje zdrowie, dlatego wychodził na spacery ubrany na cebulkę.
A, właśnie. Spacery po listopadowym lesie były bardzo ciekawe, nawet mimo zimna, wiatru i deszczu. Kot Albert uwielbiał przebywać na świeżym powietrzu, więc żadne przeciwności los nie stanowiły dla niego problemu. Wychodził w swych żółtych kaloszkach i kolorowej kurtce szczęśliwy, że pory roku zmieniają się i codziennie może doświadczyć innego widoku. Rozradowany biegał po lesie, łapał krople mżawki i wypatrywał ślimaków, które jeszcze nie zdążyły przygotować się do zimowego snu.
Tak postanowił i w tym roku, gdy siedział oparty o parapet okna, z nudów licząc krople deszczu spływające po szybie.
    - Nie, tak nie może być! - zawyrokował – Nie będę się nudzić w domu!
    Znalazł w szafie swoje kalosze, sweter, kurtkę, by już po chwili być ubranym i gotowym do drogi. Lecz zdążył wyjść tylko przed dom, ponieważ okazało się, że deszcz pada zbyt mocno.
    - Kaptur mojej kurtki tu nie pomoże – stwierdził nasz bohater – Potrzebuję parasola.
    Wrócił więc do domu, by znaleźć potrzebną rzecz. Niestety, nie udało się. Nie miał pojęcia, gdzie ten parasol się przed nim schował.
    - Ryjówka Balbinka miała chyba duży, kolorowy parasol – wpadł na pomysł Kot Albert – Ale żeby go dostać, muszę przejść przez deszcz.
    Po zastanowieniu stwierdził, że mimo zmoknięcia będzie to dobry pomysł. Może Balbina zechce się z nim pobawić?
    Postanowił przebiec szybko drogę prowadzącą do chatki przyjaciółki. Wyobrazi sobie, że jest sprinterem, który startuje w wyścigu i musi biec jak najszybciej, by wygrać. Wyszedł przed dom, zrobił kilka prostych ćwiczeń gimnastycznych, by się rozciągnąć, a potem wystartował.
    Wcale nie jest tak źle” - pomyślał Albert, biegnąc najszybciej, jak potrafi. Nie czuł zimna, wydawało mu się też, że nie przemókł. Gdy dobiegł na miejsce, Ryjówka Balbina czekała już na niego w progu.
    - Dzień dobry, Balbinko! - zawołał jeszcze z daleka.
    - Dzień dobry, Albercie – odparła jego przyjaciółka – Co tutaj robisz? Przecież tak okropnie pada.
    - Wiem, właśnie dlatego przybiegłem do ciebie. Potrzebuję parasola, a wiem, że ty masz piękny, kolorowy parasol.
    - Owszem, mam – odpowiedziała zatroskana Ryjówka – Ale tobie już nie pomoże. Jesteś cały przemoczony!
    - Jak to? - zdziwił się Albert – Przecież biegłem bardzo szybko, by nie zmoknąć.
Spojrzał na siebie, by upewnić się, że tak właśnie się stało. Okazało się jednak, iż Balbinka ma rację. Był przemoknięty do suchej nitki! Krople deszczu spływały po nim i skapywały z wąsików oraz uszek.
Ryjówka Balbina zaprosiła go do środka. Tam Albert mógł zdjąć przemoczone ubranie, wygrzać się przy kaflowym piecu, a jego przyjaciółka zagotowała trochę mleka, które jest dobre na rozgrzanie.
    - Dziękuję za pomoc, Balbinko – rzekł Albert z wdzięcznością – Prawdziwa z ciebie przyjaciółka.
    Posiedzieli jeszcze wspólnie, rozkoszując się ciepłem kaflowego pieca, pijąc smaczne mleko i rozmawiając. Następnie Albert przypomniał sobie, że nadal nie poszedł na swój deszczowy spacer. Poprosił więc Balbinę o pożyczenie parasolki.
    - A może chciałabyś pójść ze mną? - zapytał.
    - Czemu nie? Chętnie! - odpowiedziała przyjaciółka – Muszę tylko ubrać się i znaleźć drugą parasolkę. Pod jedną się nie zmieścimy.
    Gdy oboje byli już gotowi, rozłożyli swe parasole, a następnie wyszli z domu prosto w listopadowy, rozhulany deszcz oraz wir uschniętych listków zwiastujących nadchodzącą zimę. Mimo zimna świetnie się bawili. Albertowi spodobało się bieganie, więc zaproponował wyścigi do Wielkiego Dębu. Biegli ramię w ramię, więc stwierdzili, że wyścig wygrali oboje. Po chwili znaleźli sobie nową zabawę.
    - Popatrz – rzekł Albert – Jakie piękne kałuże!
    Faktycznie, kałuże przed nimi wyglądały, jak wielkie plamy lub jeziorka z małymi zatoczkami. Przyjaciele, nie zastanawiając się długo, wbiegli w jedną z nich i skakali, skakali jak najwyżej, a woda rozbryzgiwała się wokół nich. Mogli tańczyć, bawić się oraz skakać do woli, przecież na nogach mieli nieprzemakalne kalosze.
    - Ależ to świetna deszczowa zabawa! - zawołała Ryjówka Balbina - Idealna na jesienną nudę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz