niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I SIERPIEŃ. PRACA W SADZIE.

Sierpień to ostatni letni miesiąc. Nadal było bardzo ciepło, lecz już nie tak upalnie, jak w lipcu. Kot Albert spędzał większość dnia poza domem. Spacerował po lesie, czytał książki nad rzeką, łowił ryby oraz bawił się ze swoimi przyjaciółmi: Ryjówką Balbiną i Wróbelkiem Antosiem. Pewnego dnia, podczas porannej przechadzki spotkał ich, niosących wiklinowe kosze.
    - Dokąd idziecie? - zapytał.
    - Idziemy do sadu – odparła Balbinka – Już czas na zbiory.
    - A co takiego będziecie zbierać? - zainteresował się Albert.
    - Zerwiemy jabłka, gruszki oraz śliwki z drzew, a potem zrobimy z nich smaczne przetwory: dżemy, powidła i soki – odparł Antoś – Chcesz iść z nami?
    - Brzmi zachęcająco – odpowiedział nasz bohater – Chętnie pójdę, jeszcze nigdy nie pracowałem w sadzie.
    Pomaszerowali więc wszyscy razem, by po chwili wydostać się z lasu i iść do sadu polną drogą. Sierpień to nie tylko czas zbiorów owoców, ale również ścinania zboża, dlatego pola były już ogołocone z tegorocznych plonów, a siano leżało pozwiązywane w snopki.
    Albert wiedział, jak wygląda sad, ponieważ jego przyjaciółka miała niewielki ogródek, w którym rosły grusze i jabłonie. Zdziwił się jednak, gdy zobaczył wiele różnych drzew rosnących jedno obok drugiego i zachęcających swymi dojrzałymi owocami. Były tam wszystkie lubiane przez niego owoce: różne odmiany śliwek, gruszek oraz jabłek. Wszystkie czekały na zerwanie.
    - Musimy uzbierać cały kosz owoców, żeby zrobić nasze ulubione przetwory – powiedział Wróbelek Antoś – Powinniśmy zacząć już zbierać, konfitury bardzo długo się gotują.
    Podzielili się między sobą pracą tak, że każdy zbierał inny owoc.
    - To bardzo przyjemna praca – stwierdził Albert – Trzeba tylko zrywać owoce i wrzucać je do koszyka. Albo zjadać...
    - Nie jedz tych jabłek, Albercie! - zawołała Ryjówka Balbina – Najpierw musisz je umyć.
    - Dlaczego? - zdziwił się nasz bohater, przyglądając się owocowi, który właśnie zerwał z drzewa – Przecież nie są brudne.
    - Są zanieczyszczone, ale tego nie widać. Nie można jeść nieumytych owoców i warzyw, może cię potem boleć brzuch.
    - Ojej, nie wiedziałem... - Kot Albert podrapał się po głowie, następnie wrzucił jabłko do koszyka – Cóż, spróbuję ich w domu.
    Kiedy zebrali już cały koszyk przeróżnych owoców, poszli razem do chatki Ryjówki Balbinki. Była ona trochę mniejsza, niż domek Alberta, gdyż sama Ryjówka także była mniejsza. Promyki popołudniowego słońca wpadało przez okienko, oświetlając biały, okrągły stół z drewna. Na prawo znajdowało się palenisko, nad którym wisiał kociołek do gotowania. Na lewo stał piekarnik, w którym przyjaciółka Alberta piekła wspaniałe ciasta.
    - Najpierw koniecznie musimy umyć owoce – zadecydowała Balbinka.
    Wrzucili wszystkie śliwki, gruszki oraz jabłka do wielkiej miski z wodą. Następnie należało je osuszyć na ręczniku. Wróbelek Antoś znalazł duży ręcznik, rozłożył go na stole i tam wspólnie ułożyli owoce. Gdy wyschły, trzeba było obrać jabłka oraz gruszki, a ze śliwek usunąć pestki.
    - Czy teraz mogę zjeść jedno jabłko? - zapytał Kot Albert.
    - Tak, Albercie, wszystkie jabłka nadają się już do jedzenia – odpowiedziała Ryjówka.
    Albert z radością sięgnął po owoc, by następnie odgryźć kawałek soczystego jabłuszka. Było pyszne, słodkie oraz sycące! Czegoś tak dobrego nie jadł od dawna.
Po krótkiej przerwie i kilku zjedzonych owocach wrócili do pracy. Albert obierał jabłka, Balbinka obierała gruszki, a Antoś usuwał pestki ze śliwek.
    - Teraz pokroimy wszystkie składniki naszych konfitur w kostkę – powiedziała Ryjówka – wrzucimy je do kociołka, dodamy trochę wody oraz cukier.
      Tak też zrobili. Mimo podgrzewania czy mieszania drewnianą łyżką, owoce ciągle były twarde i nie przypominały konfitur.
      - Widocznie muszą się długo gotować – stwierdził Wróbelek Antoś – Musimy poczekać.
      - Mam pomysł! - ucieszyła się Balbinka – Mogę w tym czasie upiec bułeczki drożdżowe, które później zjemy z naszym dżemem.
      - Świetny pomysł! - zawołali jej przyjaciele – Ale czy potrafisz zrobić takie bułki?
      - Oczywiście, że potrafię – odparła Ryjówka – Potrzebujemy tylko mąki, mleka, cukru oraz drożdży.
      I już sięgała po odpowiednie składniki. Mleko zostało podgrzane, a do niego wrzucono drożdże oraz cukier. Albert połączył powstałą w ten sposób masę z mąką. Teraz musieli chwilę poczekać, by ciasto nieco wyrosło. Kiedy tak się stało, przyjaciele formowali z ciasta bułeczki i układali je na blasze do pieczenia. Następnie wstawili ją do rozgrzanego pieca.
      - Musimy bardzo uważać, ponieważ piekarnik jest bardzo gorący, możemy się poparzyć – ostrzegła Balbina.
      Po krótkim czasie po chatce rozszedł się cudowny zapach świeżych bułeczek. Były już gotowe. Gdy wystygły, można było też zabrać się za konfitury.
      - Mmm, przepyszne! - ocenił Antoś.
      Razem zasiedli do stołu. Balbinka rozdała każdemu talerzyk i nóż, by mogli sobie ukroić bułkę, a potem posmarować ją konfiturami. To był wspaniały sierpniowy dzień zakończony smakowitym posiłkiem zrobionym wraz z przyjaciółmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz