Lipiec
to najbardziej upalny miesiąc. Słońce praży wtedy tak mocno, że
cień drzewa oraz leśny chłód są wybawieniem dla ludzi i
zwierząt. Kot Albert bardzo lubił w gorące dni kąpać się w
rzece czy jeziorze. Tym razem również spędzał dzień nad jednym
ze strumyków. Tam spotkał Ryjówkę Balbinę.
-
Witaj, Albercie! - zawołała do swego przyjaciela - Co tutaj
robisz?
-
Biorę kąpiel dla ochłody - odpowiedział Albert.
-
Nie wolałbyś pojechać nad morze? - spytała Balbina.
-
Nad morze? - powtórzył Kot Albert – Nigdy nie byłem nad morzem.
Jak mogę się tam dostać?
-
Prosta sprawa! Pociągiem – odparła jego przyjaciółka –
Najpierw musisz kupić bilet.
-
Czemu nie. Tak właśnie zrobię – po krótkim namyśle zdecydował
nasz bohater.
Następnego dnia czekał na przystanku kolejowym. Obok
niego stała małą walizka, do której spakował wszystkie
potrzebne rzeczy: kurtkę przeciwdeszczową na wszelki wypadek,
okulary przeciwsłoneczne, ręcznik oraz strój kąpielowy w
biało-niebieskie pasy. Na głowie obowiązkowo znalazł się
kapelusz, by chronić głowę przed słońcem.
Wkrótce nadjechał czerwony pociąg. Lokomotywa
lśniła, a z jej komina wydobywał się dym. Albert wsiadł i zajął
odpowiednie miejsce. Cieszył się, ponieważ siedział przy oknie.
Jazda pociągiem okazała się być świetną zabawą.
Można było na przykład spacerować między wagonami i witać
każdego podróżnego lub też ucinać sobie sympatyczną pogawędkę
z konduktorem sprawdzającym bilety. Gdy Albert zmęczył się,
wrócił na swoje miejsce, by zjeść kanapkę na drugie śniadanie.
Mógł w tym czasie oglądać szybko zmieniający się widok za
oknem. Raz były to zielone pagórki pięknie oświetlone przez
lipcowe słońce, a czasem las, w którym płynęła rzeka i liście
drzew delikatnie łaskotał letni wiatr.
Kiedy Kot Albert chciał zaczerpnąć świeżego
powietrza, mógł otworzyć okno, a nawet trochę wyjrzeć przez
nie. Musiał jednak uważać, by nie wychylić się za bardzo i nie
wypaść. „Podróż pociągiem to ciekawa przygoda” - pomyślał
nasz bohater, gdy dotarł do swojej stacji. Szybko złapał za
walizkę, na głowę naciągnął kapelusz i wysiadł.
Nad morzem było tak samo gorąco, lecz dodatkowo
powiewał lekki wietrzyk. Trzeba było wydostać się z kolejowej
stacji, a potem przejść alejką aż do samego końca, gdzie
rozciągała się piękna piaszczysta plaża. Dla Kota Alberta
wszystko to było nowe, dlatego przyglądał się każdemu domkowi,
drzewku i kwiatkowi z ciekawością. Nigdy nie był w tak dalekiej
podróży.
Gdy
dotarł do plaży, powitała go krystalicznie czysta woda i ciepły,
jasny piasek, po którym przyjemnie chodziło się boso. Mewy latały
nisko, wesoło piszcząc.
Morze szumiało cicho, głaskane lekkim wietrzykiem.
Albert wybrał miejsce na plaży i tam rozłożył swój ręcznik.
Obok zostawił walizkę, z której wyjął strój kąpielowy i
okulary. Postanowił wejść do wody, by zobaczyć, czy różni się
ona od tej w jego rzekach i strumyczkach. Najpierw zamoczył łapkę
i polizał ją. Woda była słona. „A, to ciekawe” - pomyślał
zaskoczony, a potem zanurzył się cały. Wkrótce pojawiły się
obok niego dwie nieznane mu przedtem postaci. Były to mewy,
najbardziej znane morskie ptaki.
-
Kim jesteś? - zapytała pierwsza.
-
Nazywam się Albert i jestem kotem.
-
A co tutaj robisz? - zaciekawiła się druga mewa.
-
Przyjechałem na wakacje. To moja pierwsza daleka podróż –
odpowiedział dumny z sebie Albert.
-
W takim razie baw się dobrze – zawołały mewy – I uważaj, by
nie odpłynąć za daleko.
Kot posłuchał swych nowych przyjaciółek. Bardzo
uważał na siebie nad morzem i nie oddalał się od brzegu. Dał im
jeszcze kawałek swej kanapki, a potem wyszedł z wody, aby odpocząć
od pływania. Resztę czasu spędził na zbieraniu kolorowych
muszelek. Następnie położył się na swym ręczniku.
-
A więc tak wygląda morze – rozmyślał nad tym, co dzisiaj
zobaczył – I jest słone!
Albertowi bardzo spodobało się morze. Było tu wiele
skrzeczących mew, ciepły piasek oraz muszelki, z których mógł
układać różne wzorki na plaży. Kilka z nich zabierze ze sobą
do domu. To przecież świetna pamiątka, a także prezent dla jego
przyjaciół!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz