niedziela, 1 listopada 2015

KOT ALBERT I LIPIEC. POCIĄGIEM NAD MORZE.

Lipiec to najbardziej upalny miesiąc. Słońce praży wtedy tak mocno, że cień drzewa oraz leśny chłód są wybawieniem dla ludzi i zwierząt. Kot Albert bardzo lubił w gorące dni kąpać się w rzece czy jeziorze. Tym razem również spędzał dzień nad jednym ze strumyków. Tam spotkał Ryjówkę Balbinę.
    - Witaj, Albercie! - zawołała do swego przyjaciela - Co tutaj robisz?
    - Biorę kąpiel dla ochłody - odpowiedział Albert.
    - Nie wolałbyś pojechać nad morze? - spytała Balbina.
    - Nad morze? - powtórzył Kot Albert – Nigdy nie byłem nad morzem. Jak mogę się tam dostać?
    - Prosta sprawa! Pociągiem – odparła jego przyjaciółka – Najpierw musisz kupić bilet.
    - Czemu nie. Tak właśnie zrobię – po krótkim namyśle zdecydował nasz bohater.
    Następnego dnia czekał na przystanku kolejowym. Obok niego stała małą walizka, do której spakował wszystkie potrzebne rzeczy: kurtkę przeciwdeszczową na wszelki wypadek, okulary przeciwsłoneczne, ręcznik oraz strój kąpielowy w biało-niebieskie pasy. Na głowie obowiązkowo znalazł się kapelusz, by chronić głowę przed słońcem.
    Wkrótce nadjechał czerwony pociąg. Lokomotywa lśniła, a z jej komina wydobywał się dym. Albert wsiadł i zajął odpowiednie miejsce. Cieszył się, ponieważ siedział przy oknie.
    Jazda pociągiem okazała się być świetną zabawą. Można było na przykład spacerować między wagonami i witać każdego podróżnego lub też ucinać sobie sympatyczną pogawędkę z konduktorem sprawdzającym bilety. Gdy Albert zmęczył się, wrócił na swoje miejsce, by zjeść kanapkę na drugie śniadanie. Mógł w tym czasie oglądać szybko zmieniający się widok za oknem. Raz były to zielone pagórki pięknie oświetlone przez lipcowe słońce, a czasem las, w którym płynęła rzeka i liście drzew delikatnie łaskotał letni wiatr.
    Kiedy Kot Albert chciał zaczerpnąć świeżego powietrza, mógł otworzyć okno, a nawet trochę wyjrzeć przez nie. Musiał jednak uważać, by nie wychylić się za bardzo i nie wypaść. „Podróż pociągiem to ciekawa przygoda” - pomyślał nasz bohater, gdy dotarł do swojej stacji. Szybko złapał za walizkę, na głowę naciągnął kapelusz i wysiadł.
    Nad morzem było tak samo gorąco, lecz dodatkowo powiewał lekki wietrzyk. Trzeba było wydostać się z kolejowej stacji, a potem przejść alejką aż do samego końca, gdzie rozciągała się piękna piaszczysta plaża. Dla Kota Alberta wszystko to było nowe, dlatego przyglądał się każdemu domkowi, drzewku i kwiatkowi z ciekawością. Nigdy nie był w tak dalekiej podróży.
    Gdy dotarł do plaży, powitała go krystalicznie czysta woda i ciepły, jasny piasek, po którym przyjemnie chodziło się boso. Mewy latały nisko, wesoło piszcząc.
Morze szumiało cicho, głaskane lekkim wietrzykiem. Albert wybrał miejsce na plaży i tam rozłożył swój ręcznik. Obok zostawił walizkę, z której wyjął strój kąpielowy i okulary. Postanowił wejść do wody, by zobaczyć, czy różni się ona od tej w jego rzekach i strumyczkach. Najpierw zamoczył łapkę i polizał ją. Woda była słona. „A, to ciekawe” - pomyślał zaskoczony, a potem zanurzył się cały. Wkrótce pojawiły się obok niego dwie nieznane mu przedtem postaci. Były to mewy, najbardziej znane morskie ptaki.
    - Kim jesteś? - zapytała pierwsza.
    - Nazywam się Albert i jestem kotem.
    - A co tutaj robisz? - zaciekawiła się druga mewa.
    - Przyjechałem na wakacje. To moja pierwsza daleka podróż – odpowiedział dumny z sebie Albert.
    - W takim razie baw się dobrze – zawołały mewy – I uważaj, by nie odpłynąć za daleko.
    Kot posłuchał swych nowych przyjaciółek. Bardzo uważał na siebie nad morzem i nie oddalał się od brzegu. Dał im jeszcze kawałek swej kanapki, a potem wyszedł z wody, aby odpocząć od pływania. Resztę czasu spędził na zbieraniu kolorowych muszelek. Następnie położył się na swym ręczniku.
    - A więc tak wygląda morze – rozmyślał nad tym, co dzisiaj zobaczył – I jest słone!
    Albertowi bardzo spodobało się morze. Było tu wiele skrzeczących mew, ciepły piasek oraz muszelki, z których mógł układać różne wzorki na plaży. Kilka z nich zabierze ze sobą do domu. To przecież świetna pamiątka, a także prezent dla jego przyjaciół!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz