Pewnego
grudniowego dnia Kot Albert obudził się wcześniej, niż zwykle. Na
zewnątrz panował jeszcze mrok, lecz nie to zwróciło uwagę
naszego bohatera. Wyjrzał on przez okno, a to, co zobaczył, bardzo
go ucieszyło. Z nieba prószył biały śnieg, który przez noc
zdążył już pokryć znaczną część lasu. Albert nie mógł
doczekać się tego widoku, gdyż bardzo lubił śnieg, lecz w tym
roku spadł on bardzo późno. Tym większa była jego radość.
Nie
chciał już spać. Marzył tylko o wyjściu na zewnątrz, by móc
ulepić bałwana lub zjeżdżać na sankach. Tak bardzo nie mógł
się doczekać, że prawie zapomniał zjeść śniadanie. Wiedział
jednak, jak bardzo śniadanie jest ważne. Zjadł ciepłą owsiankę,
która dodała mu energii i rozgrzała, więc nie straszne mu były
zimowe mrozy. Następnie ubrał się bardzo starannie, by mieć
pewność, że nie przemarznie. Włożył więc gruby sweterek,
cienką kurtkę zamienił na puchowy płaszcz, szyję opatulił
szalikiem, a głowę przystroił ciepłą wełnianą czapką z
pomponem. Kalosze schował do szafy, a zamiast nich na jego łapkach
pojawiły się zimowe buty, odpowiednie do chodzenia po śniegu.
Tak
opatulony mógł wyjść z domu, nie narażając się na
przeziębienie. Za domem znalazł dawno nieużywane sanki. Z tym
ekwipunkiem mógł ruszyć przed siebie. A czym byłyby zimowe zabawy
na śniegu bez przyjaciół? Kot Albert zdecydował, że koniecznie
musi odwiedzić Ryjówkę Balbinkę oraz Wróbelka Antosia, by oni
również mogli cieszyć się białym puchem.
Najpierw
zaszedł po swą przyjaciółkę, gdyż jej chatka znajdowała się w
połowie drogi do mieszkanka Antosia. Albert zapukał w małe okienko
sypialni, by wybudzić Balbinę ze snu. Ta po chwili obudziła się,
uśmiechnęła do przyjaciela na powitanie i pobiegła otworzyć mu
drzwi.
-
Balbinko, jest taka piękna pogoda, nie marnujmy jej, siedząc w
domu. Choć, pobawmy się w śniegu! Mam nawet sanki – Albert
zachęcająco pociągnął za sznurek swego pojazdu, lecz Ryjówki
Balbiny nie trzeba było nawet zachęcać.
-
Wspaniały pomysł! Musimy przywitać pierwszy śnieg w tym roku.
Ryjówka
szybko założyła swój sweterek oraz kurtkę. W skrytce pod
łóżkiem znalazła nauszniki i szalik. Potrzebowała jeszcze
swoich kolorowych skarpetek w paski; bez ciepłych butów też się
nie obejdzie. Pospiesznie zjadła śniadanie. Już była gotowa do
wyjścia.
Przyjaciele razem poszli do Wróbelka Antosia, lecz ten
nie spał już od dawna. Padający do gniazda śnieg obudził go na
dobre już dawno. Wróbelek również chętnie przystał na
propozycję Alberta.
-
Bardzo chętnie pobawię się z wami – odpowiedział ochoczo –
Chciałbym ulepić bałwana.
-
Dobra myśl, ulepmy jak największego! - przyklasnęła Balbinka.
-
Mogę wzlecieć nad ziemię, by zdobyć kilka suchych gałązek, to
będą ręce.
-
A ja mam zapas marchewek, z jednej możemy zrobić nos –
zawtórowała Ryjówka.
-
A co ja mam zrobić? - zasmucił się Albert – Mam tylko sanki...
-
Świetnie się składa! - powiedziała Balbinka – Możesz
przewieść na nich potrzebne materiały.
Kot Albert bardzo się ucieszył. Też chciał być
potrzebny! Wszyscy razem ruszyli do chatki Ryjówki, by wziąć
kilka marchewek – jedną do zrobienia nosa bałwankowi, a resztę
dla głodnych sarenek, które śnieg na pewno zaskoczył. Wróbelek
Antoś latał nad swymi przyjaciółmi i co chwilę dostarczał
kilka gałązek. Ze swego gniazdka dostarczył też kilka kamyków.
-
Możemy zrobić z nich oczy, usta oraz guziki – powiedział.
W
domu Ryjówki Balbiny znalazł się też stary cylinder oraz szalik.
Wszystkie zdobyte skarby zapakowali na sanki, które z radością
prowadził Albert. Stwierdzili, że swego bałwana ulepią nad
rzeką, by zobaczyć, jak pięknie zamarzła woda.
-
Jesteśmy na miejscu – powiedziała Balbina – Teraz możemy
ulepić naszego bałwana.
Zaczęli
od uformowania trzech dużych kul: ogromnej, mniejszej i
najmniejszej. Ogromna kula miała być podstawą bałwanka, ze
średniej powstał brzuch, a z najmniejszej głowa. Później
bałwanek zyskał guziki z czarnych kamyczków, oczy, usta, a w
miejscu przeznaczonym na nos Wróbelek Antoś umieścił marchewkę.
-
Pozostały jeszcze gałązki – stwierdził Albert, wtykając dwa
patyki, które miały zastąpić bałwankowi ręce – Możemy
zrobić z nich włosy!
-
Znakomity pomysł – stwierdziła Balbinka.
Tak
wykorzystali resztę gałązek. Na koniec wystarczyło udekorować
figurkę szalikiem oraz cylindrem.
-
No, proszę – rzekł Albert – Pierwszy bałwan tej zimy gotowy!
Resztę
tego pięknego zimowego poranka przyjaciele spędzili razem w lesie
zjeżdżając na sankach i organizując w bitwę na śnieżki. To
był bardzo udany dzień.